Telewizja Polska pracuje nad nową adaptacją "Lalki". Wiadomo, że w rolę Stanisława Wokulskiego wcieli się Marcin Dorociński. "Jestem zaszczycony, że będę mógł podążyć śladami wielkich aktorów" – podkreślił. Czekając na nową "Lalkę", przypominamy poprzednie ekranizacje powieści Bolesława Prusa.
W sierpniu rozpoczną się zdjęcia do nowej adaptacji "Lalki" Bolesława Prusa. Powstanie wersja kinowa oraz serial – oba w reżyserii Macieja Kawalskiego. Za zdjęcia odpowiadać ma Piotr Sobociński jr. W roli Wokulskiego zobaczymy Marcina Dorocińskiego. "Jestem zaszczycony, że będę mógł podążyć śladami wielkich aktorów: Mariusza Dmochowskiego oraz Jerzego Kamasa, i zmierzyć się z legendą stworzoną przez Prusa, pokazać ją w nowym świetle i mojej interpretacji" – skomentował aktor.
Nie będzie to pierwsze filmowe spotkanie Kawalskiego z Dorocińskim, obydwaj współpracowali już na planie "Niebezpiecznych dżentelmenów" (2022). Zdaniem producenta Radosława Drabika "to będzie najwspanialszy Wokulski w historii polskiego kina i życiowa rola Marcina". "Już od pierwszego spotkania z reżyserem Maćkiem Kawalskim byliśmy zgodni co do odtwórcy głównej roli. Jesteśmy dumni, że Marcin Dorociński wcieli się w jedną z najsłynniejszych postaci polskiej literatury" – podkreśla Drabik.
Bolesław Prus nie opisał wyglądu Wokulskiego, pozostawił jednak wiele wskazówek dla wyobraźni czytelników. Powieściowy Stanisław Wokulski ma 46 lat i jest dobrze zbudowany. ("Ten obcisły strój najlepiej uwydatniał jego atletyczne kształty" - tak autor opisuje wybieranie ubrania na proszony obiad). Są tacy, którzy uważają go za przystojnego: "Ależ on kompletnie piękny człowiek!... Cóż to za budowa, jaka szlachetna fizjognomia, a co za oczy!... Pan się chyba nie znasz, panie Rzecki. A ja wyznam (bo mi to wolno w moim wieku), że lubo widziałam wielu pięknych mężczyzn (...) , przecież takiego jak Wokulski widzę pierwszy raz. On między tysiącem zwróciłby uwagę..." - mówi Jadwiga Misiewiczowa do Ignacego Rzeckiego. Jednak ta, na której opinii Wokulskiemu zależy najbardziej - Izabela Łęcka - nie zachwyca się jego wyglądem: "robi wrażenie... (...) pnia z czerwonymi rękoma" - mówi do przyjaciółki. Ta jednak zauważa, że Wokulski odmroził dłonie na Syberii, co czytelnikom pozwalało domyślać się powstańczej przeszłości bohatera.
51-letni Dorociński będzie trzecim ekranowym Wokulskim. Po raz pierwszy "Lalkę" przeniósł na ekran w 1968 r. Wojciech Jerzy Has. O ekranizacji powieści Prusa marzył już 10 lat wcześniej, zaraz po realizacji "Pożegnań" według prozy Stanisława Dygata (1958). W międzyczasie o roli Wokulskiego marzył Zbigniew Cybulski. Szczególnie po udanej współpracy na planie "Rękopisu znalezionego w Saragossie", który Has zrealizował w 1964 r. Niestety plany te przekreśliła tragiczna śmierć Cybulskiego 8 stycznia 1967 r.
Ostatecznie główna rola przypadła Mariuszowi Dmochowskiemu. Aktor wcześniej wcielił się w Wokulskiego w spektaklu "Pan Wokulski" w Teatrze Powszechnym w Warszawie. "Cały spektakl był jego jednym wielkim popisem" – recenzowano spektakl Adama Hanuszkiewicza w 1967 r. Pomimo to decyzję Hasa o zaangażowaniu Dmochowskiego początkowo odebrano dość sceptycznie - uważano, że nie jest typem romantycznego amanta. "Wokulskiego zagrałem ponad 200 razy w teatrze. No a potem byłem jeszcze przez osiem miesięcy ze Stasiem Wokulskim, grając go w wersji kinowej. To mało powiedzieć, że ja tę postać polubiłem, ciężko nawet znaleźć odpowiednie określenie" – wspominał w Polskim Radiu Dmochowski.
Autor "Lalki" tak przedstawił Łęcką: "Panna Izabela była niepospolicie piękną kobietą. Wszystko w niej było oryginalne i doskonałe. Wzrost więcej niż średni, bardzo kształtna figura, bujne włosy blond z odcieniem popielatym, nosek prosty, usta trochę odchylone, zęby perłowe, ręce i stopy modelowe. Szczególne wrażenie robiły jej oczy, niekiedy ciemne i rozmarzone, niekiedy pełne iskier wesołości, czasem jasnoniebieskie i zimne jak lód. Uderzająca była gra jej fizjognomii. Kiedy mówiła, mówiły jej usta, brwi, nozdrza, ręce, cała postawa, a nade wszystko oczy, którymi zdawało się, że chce przelać swoją duszę w słuchacza. Kiedy słuchała, zdawało się, że chce wypić duszę z opowiadającego. Jej oczy umiały tulić, pieścić, płakać bez łez, palić i mrozić. Niekiedy można było myśleć, że rozmarzona otoczy kogoś rękoma i oprze mu głowę na ramieniu; lecz gdy szczęśliwy topniał z rozkoszy, nagle wykonywała jakiś ruch, który mówił, że schwycić jej niepodobna, gdyż albo wymknie się, albo odepchnie, albo po prostu każe lokajowi wyprowadzić wielbiciela za drzwi..."
Pierwszą ekranową Izabelą Łęcką została Beata Tyszkiewicz. Nie była entuzjastką tego pomysłu: "Na początku oświadczyłam, że nie chcę grać Łęckiej, uważam ją za postać wysoce niesympatyczną. Dlaczego ja mam grać kogoś, kogo nie lubię! (...) W końcu zgodziłam się" – tłumaczyła w rozmowie z "Kinem". "Zależało mi na tym, żeby dysponowała argumentami na swoją obronę. To ja ją broniłam. Grałam nie tylko to, co zostało napisane, ale starałam się zrozumieć, dlaczego ta osoba jest właśnie taka. Bo tylko wtedy może się ona wydać prawdopodobna" – dodała aktorka.
Pierwszy klaps padł 13 października 1967 r. w podwarszawskich Radziejowicach. Zdjęcia trwały do 24 maja 1968 roku. Uroczysta premiera odbyła się 7 listopada – kilka miesięcy po wydarzeniach Marca '68, przez co pojawiły się głosy, że sposób przedstawienia głównej postaci – bohatera samotnego i wyobcowanego - stanowi komentarz reżysera do tych wydarzeń.
Has podczas pracy nad "Lalką" zapowiadał wierne odzwierciedlenie dzieła Prusa pamiętając, jak mówił, że w każdym polskim domu znajduje się ta książka. "Trzeba ujawnić związki łączące współczesnego człowieka z bohaterami prusowskiej epoki (...); należy szukać pomostu pomiędzy epoką Prusa a dniem dzisiejszym" – postulował. Wśród recenzentów jego film wzbudził mieszane uczucia. "Tę wierność (Has - PAP) pragnął dopełnić jednak swoim odczytaniem, swoim zrozumieniem »Lalki« jako człowieka i artysty współczesnego" – oceniła krytyczka Joanna Guze. "Zgodnie z zamierzeniem reżysera ośrodkiem tej bogatej panoramy jest Wokulski. Wierność obowiązuje do wszystkich i wszystkiego, interpretacja dotyczy Wokulskiego" – podsumowała Guze.
Zdaniem krytyczki i historyczki literatury Alicji Lisieckiej Has "nakręcił panoramę w stylu »pittoresque« i jednocześnie dobroduszną opowiastkę o ambitnym chłopcu". "Starał się pedantycznie niczego z »Lalki« nie uronić – i zgubił, zamazał prawie wszystko" – dodała. "Ma rację Kałużyński w swojej bardzo inteligentnej recenzji z »Polityki«, że Has zlekceważył podstawową sprawę, z którą powinien liczyć się reżyser adaptujący dzieło klasyka. Twórca rzeczy o romansie Wokulskiego nie zadał sobie pytania, dlaczego mianowicie w roku 1968 kręci właśnie »Lalkę«, a nie np. »Iliadę« czy »Sielanki« wg Wergiliusza. Co gorzej, Has nie zadał sobie w ogóle pytania, o czym ma być jego film" – podsumowała na łamach "Filmu" Lisiecka.
Nieco inaczej odebrała "Lalkę" krytyka zagraniczna. "Gdyby Stanley Kubrick dokonał filmowej adaptacji prozy Antoniego Czechowa, jego film zapewne przypominałby »Lalkę«" – zaznaczyła amerykańska krytyczka Annette Insdorf.
Dziesięć lat po filmie Hasa widzowie ponownie mogli zobaczyć "Lalkę" na ekranie, tym razem w formie dziewięcioodcinkowego serialu. Adaptacji dzieła Prusa podjął się wówczas Ryszard Ber. Autorami scenariusza byli Aleksander Ścibor-Rylski i Jadwiga Wojtyłło. Premierowy odcinek serialu wyemitowano 17 września 1978 r. "Twórcom tego obrazu udało się przenieść na ekran telewizorów świat taki, jaki był w książce. Myślę, że dziś ten serial jest nadal atrakcyjny" – powiedział PAP w 2023 r. krytyk filmowy Marcin Radomski.
Główna rola przypadła związanemu z warszawskim Teatrem Ateneum Jerzemu Kamasowi, który początkowo nie za bardzo się w niej widział. "Zgłosiłem reżyserowi i scenarzyście swoje obiekcje" – wspominał aktor. "Przekonali mnie jednak, że Wokulski o byczym karku, wielkich czerwonych rękach i chamskim sposobie bycia jawi się tylko w wyobrażeniach Izabeli Łęckiej, a inne panie się w nim kochały, bo był człowiekiem dobrym i życzliwym ludziom. Przekonany przez reżysera przystąpiłem do pracy z wielkim entuzjazmem i… na zawsze zostałem Wokulskim" – dodał Kamas.
Wokulski Kamasa spotkał się z pozytywnym odbiorem krytyki. "Chłodna twarz aktora, prawie nieruchoma, skąpo odmierza uśmiechy i spojrzenia, i nagle ogień w oczach, pożar dookoła" – recenzowała na łamach "Filmu" Teresa Krzemień. "Dławi go pasja i jest to pasja człowieka, który chciałby drwić z siebie, lżyć z siebie i poniewierać za głupotę, której ulega. Tę pasję intelektualisty i menedżera jednocześnie – pokazuje Jerzy Kamas wirtuozersko" – podsumowała.
Izabelę Łęcką zagrała Małgorzata Braunek. Jedna z najbardziej popularnych wówczas aktorek – wciąż funkcjonująca w pamięci widzów jako Oleńka z "Potopu" (1974) - nie uniknęła porównań z poprzednią bohaterką. Dla części widzów Łęcka miała twarz Braunek, inni identyfikowali ją z Beatą Tyszkiewicz.
Recenzenci podkreślali również znakomitą grę Bronisława Pawlika, czyli filmowego subiekta Ignacego Rzeckiego. "Bronisław Pawlik w roli subiekta stworzył – moim zdaniem – absolutnie genialną kreację. Pamiętnik, uzupełniający czas akcji i cofający ją aż do wojen napoleońskich, oddaje, co boskie, Bogu" – recenzował w "Filmie" Czesław Dondziłło.
"Prus stworzył – co także nie podlega dyskusji – najbardziej przekonujący obraz literacki, a nawet socjologiczny, jak chcą niektórzy, Warszawy ostatniej ćwierci XIX wieku. Dał przekrój całego społeczeństwa, od arystokracji do biedoty z Powiśla. Wszystko to zostało przez Bera zrekonstruowane z pieczołowitością" – podsumował krytyk.
"Mam nadzieję, że widzowie zobaczą w Wokulskim nie tylko bohatera XIX wieku, ale i kogoś bliskiego naszym czasom. Bo choć czasy się zmieniają, serca wciąż biją tak samo. Mam nadzieję, że sprostam temu olbrzymiemu wyzwaniu i nie zawiodę – nie tylko wielbicieli Prusa – ale przede wszystkim kinomanów" – zaznacza Dorociński.
Mateusz Wyderka (PAP)