Felieton/recenzja: Szlaki nieznane i kroki rakietowe (2)

 

Statek Tezeusza i wieczne życie. Co ukrywa Raymond Kurzweil?

Nieśmiertelność, albo przynajmniej długowieczność mogąca być jej namiastką, to od niepamiętnych czasów niespełnione marzenie ludzkości. Legendy oraz mity z wielu miejsc, odległych w czasie i przestrzeni, opowiadają o poszukiwaniu wiecznej młodości oraz wiecznego życia. Przykłady można znaleźć już w starożytności, a symbole nieśmiertelności, takie jak anch – egipski symbol życia, feniks – odradzający się ptak, czy uroboros – wąż przez wieczność pożerający sam siebie, mają tysiącletnią tradycję.

W Grecji, w której władali bogowie Olimpu, pojawiła się ambrozja – napój bogów ofiarowujący nieśmiertelność. Podobne działanie miały średniowieczne preparaty: eliksir życia oraz kamień filozoficzny. Po odkryciu Ameryki pojawiły się z kolei opowieści o Fontannie Młodości. Wielu kolonizatorów Nowego Świata poszukiwało jej z równym zaangażowaniem, co legendarnego El Dorado.

W wieku dziewiętnastym angielska pisarka i poetka Mary Wollstonecraft Shelley stworzyła powieść Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz. Utwór ten był, jak chcą niektórzy, pierwszą powieścią SF, a w każdym razie zapowiedzią gatunku. Ale był również kolejnym przejawem tęsknoty człowieka za nieśmiertelnością. Wszak skoro można ożywić martwe ciało, można również żyć wiecznie!

We współczesnej kulturze masowej mit nieśmiertelności jest pielęgnowany niezwykle starannie. Można odnieść wrażenie, że kultura popularna za wszelką cenę stara się przekonać ludzi, że już całkiem niedługo poszukiwania magicznej formuły zakończą się, a ludzkość wkroczy w nową wspaniałą erę wiecznego życia i wiecznego szczęścia.

KurtzPrzekonany jest o tym chociażby Raymond „Ray” Kurzweil, który w książce „Nadchodzi osobliwość” ze szczegółami, analizuje, jak z biegiem lat z ludzi „analogowych przekształcimy się w Człowieka 2.0 (W naszym krwiobiegu krążyć będą miliardy nanobotów. Będą niszczyć patogeny, poprawiać błędy DNA, eliminować toksyny i wykonywać wiele innych zadań, by poprawić nasze fizyczne samopoczucie. W rezultacie będziemy w stanie żyć bez końca, nie starzejąc się…) i Człowieka 3.0 (Stajemy się cyborgami).” Słowem wielki hołd autora dla technologii. Szkoda, że tylko dla technologii!!! Mało jest w książce refleksji na temat tego, czy nieśmiertelność nie jest przypadkiem wielką pułapką, jaką zastawia na nas rzeczywistość.

O tym jednak za chwilę. Zajmijmy się najpierw kuszącą wizją nieśmiertelności.

Czy będzie to prawdziwa biologiczna nieśmiertelność, czyli doprowadzenie przez medycynę i genetykę do takiej sytuacji, w której organizmy żywe można zabezpieczyć przed ryzykiem śmierci? Czy może tzw. zaniedbywalne starzenie się? A zatem taki stan organizmu żywego, w którym prawdopodobieństwo jego śmierci nie rośnie z czasem. Nie maleją również jego zdolności fizjologiczne, a nawet rozrodczość i odporność na choroby. Wprawdzie organizm nadal może umrzeć (np. z powodu mechanicznego urazu, braku pożywienia, choroby), ale nigdy ze starości.

Jest jeszcze jedna możliwość – nieśmiertelność dzięki technologiom, czyli transhumanizm.

O ile dwa pierwsze sposoby osiągnięcia wiecznego, czy też niemal wiecznego życia, nie budzą większych emocji (raczej zniecierpliwienie, że postęp nauk jest zbyt wolny), o tyle trzeci sposób na nieśmiertelność coraz częściej zaczyna budzić obawy.

Jedną z recept na nieśmiertelność, jaką proponują transhumaniści, jest przeniesienie świadomości człowieka do struktury, która nie ma charakteru biologicznego.

Teoretycznie rzecz wydaje się prosta. Przenosimy cały zapis z ludzkiego mózgu do konstrukcji o charakterze elektronicznym i dzięki temu czynimy człowieka (a właściwie jego świadomość) odpornym na biologiczne starzenie się.

Na pytanie, czy jest to możliwe, część myślicieli odpowie bez wahania, że oczywiście tak! Mózg to przecież twór czysto materialny, a mieszkająca w nim świadomość to wyłącznie pochodna delikatnych oddziaływań elektrycznych oraz skomplikowanych reakcji chemicznych... Dowodami mają być eksperymenty ukazujące, że mózg to jedynie kawałek materii podatny na różne oddziaływania, a chwilami całkowicie od nich zależny. Silne pole elektromagnetyczne oddziałujące punktowo może wyłączyć niektóre zdolności człowieka i sprawić, że przejściowo zapomni on, na przykład o umiejętności pisania lub czytania.

Takie eksperymenty niczego oczywiście nie dowodzą. Nie wykluczają chociażby możliwości, że mózg jest tylko przekaźnikiem informacji pomiędzy ludzkim umysłem umiejscowionym np. gdzieś poza ciałem (w innym wymiarze lub rzeczywistości), a światem zewnętrznym. Dla zwolenników przeniesienia umysłu do struktur elektronicznych są argumentem, który dowodzi, że świadomość to tylko funkcja materii, z której składa się mózg. Próby sugerowania, iż rzecz może być znacznie bardziej skomplikowana, nie znajdują przeważnie zrozumienia u wyznawców tzw. światopoglądu naukowego.

Transfer ludzkiego umysłu (emulacja mózgu) to, jak na razie, proces czysto hipotetyczny, który miałby polegać na skopiowaniu lub przeniesieniu świadomości do komputera, poprzez niezwykle precyzyjne zmapowanie wszystkich połączeń neuronalnych oraz wierne odtworzenie ich działania.

Entuzjaści tego rodzaju rozwiązań wskazują, że człowiek nie tylko zyskałby dzięki takiej technologii nieśmiertelność, ale również poszerzył swe umysłowe możliwości. Impulsy elektryczne w żywej strukturze neuronów przesyłane są bowiem znacznie wolniej, niż w strukturach o naturze elektronicznej. Eliezer Yudkowsky z Singularity Institute for Artificial Intelligence doszedł do wniosku, że jeśli możliwa byłaby symulacja ludzkiego mózgu w maszynie o podobnej wielkości i działającej w podobnej temperaturze jak ciało człowieka, to symulacja ta mogłaby działać milion razy szybciej niż mózg biologiczny oraz doświadczać roku subiektywnego czasu w ciągu około 31 sekund!

Zwolennicy emulacji mózgu czerpią swój optymizm z wielu udanych eksperymentów, w których odtwarzane są sieci neuronowe prymitywnych organizmów.

W roku 1985 odtworzono mapę połączeń w układzie nerwowym nicienia Caenorhabditis elegans. Osiem lat później przeprowadzono częściową symulację jej działania. W kolejnych latach powstało kilka modeli łączących tę sieć z symulacją działania mięśni nicienia w prostym otoczeniu.

W 2010 roku stworzono i zasymulowano model mózgu muszki owocowej. W roku 2011 dzięki wykorzystaniu superkomputera Blue Gene/P stworzono symulację zawierającą około miliona neuronów i około miliarda połączeń neuronalnych. Odpowiadała ona skali mózgu pszczoły.

Do odtworzenia mózgu człowieka jest wprawdzie jeszcze bardzo daleko, ale zwolennicy zdigitalizowania umysłu podkreślają, że problem ma naturę ilościową, a nie jakościową, można go zatem w miarę szybko rozwiązać. Twierdzą, że trzeba stworzyć odpowiednio szybkie i wydajne komputery, a wówczas skopiowanie mózgu Homo sapiens będzie tylko logiczną konsekwencją owych działań.

Czy ten optymizm można uznać za zasadny? I czy w ogóle należy nazwać go optymizmem?

Najważniejszy problem, jaki się pojawia, podsumowuje pytanie: czy skopiowany umysł jest tym samym umysłem, czy może nowym, który dysponuje tą samą pamięcią co oryginał?

Odpowiedzi mogą być różne i często zależą od światopoglądu. Wszak jeśli nawet uznamy, że można skopiować mózg, to czy oczywistym jest, że kopiuje się również duszę?

Pojawiających się pytań jest naprawdę bez liku! Czy mózg sztuczny i prawdziwy, kopia i oryginał będą dzieliły się tą samą osobowością/świadomością? Jedna świadomość w dwóch miejscach? Czy byłaby pomiędzy owymi świadomościami jakaś łączność? A jeśli tak, to właściwie dlaczego? Czy będzie to jedna osobowość w dwóch mózgach, czy dwie oddzielne osobowości? Czy w drugim przypadku można mówić o kopii? Czy gdybyśmy chcieli skasować (uśmiercić) oryginał, to przyjąłby to spokojnie (wszak żyje jeszcze w sztucznej strukturze!)? A może jednak uważałby, że odbieramy mu życie, bo sztuczna świadomość będąca kopią nie miałaby z jego świadomością nic wspólnego?

Przeniesienie ludzkiej świadomości do sztucznej struktury to, jak na razie, problem czysto teoretyczny. Dosyć powszechnie uznawany jest za wariant tzw. problemu statku Tezeusza (inne historyczne warianty nazwania tego dylematu to: Powóz Platona, Skarpetki Locke’a, Topór George’a Washingtona). Paradoks ten dotyczy problemu tożsamości obiektu i sprowadza się do pytania: czy jeśli wymienimy stopniowo wszystkie elementy jakiegoś złożonego obiektu na nowe, a więc cały obiekt zostanie zastąpiony nowym, to czy pozostaje on tym samym obiektem? Czy po wielu latach i licznych naprawach, statek w którym wymieniono większość części, to jeszcze ten sam statek, co po zwodowaniu?

Jeżeli udzielimy odpowiedzi twierdzącej, to uznamy, że dokładna kopia jakiegoś obiektu jest w istocie tym samym obiektem. Natomiast jeśli odpowiedź jest negatywna, wówczas żaden obiekt, którego elementy uległy wymianie, nie zachowuje swej tożsamości.

Zadziwiające, że jeśli zadać współczesnemu człowiekowi pytanie, czy jego bliźni ze sztuczną lub przeszczepioną dłonią jest tym samym osobnikiem, co wcześniej, odpowiedź będzie na ogół twierdząca. A gdybyśmy nawet w następnych pytaniach proponowali kolejne przeszczepy lub cyborgizacje i doszli w nich do niemal 100 procent, to jeśli nie dotkniemy mózgu, wówczas odpowiedzi przez cały czas okażą się twierdzące (przynajmniej u większości pytanych).

Wszystko zmienia się, gdy zaczynamy pytać o wymianę mózgu na sztuczny (obojętnie, czy będzie to proces jednorazowy, czy rozłożony w czasie – odbywający się etapami). W odpowiedziach natychmiast pojawią się rozbieżności. Najczęściej będą one miały charakter intuicyjny, ponieważ, tak naprawdę nie wiemy co sprawia, że człowiek jest jednostką samoświadomą i czy wymiana np. połowy mózgu na sztuczny cokolwiek by zmieniła. To właśnie intuicja oraz przekonania religijne podpowiadają, że całkowita wymiana ma coś wspólnego z zakwestionowaniem osobowości i redukcją człowieczeństwa do zapisu ukrytego w komórkach nerwowych. Jak jest w istocie? Odpowiedź przyniosą kolejne dziesięciolecia.

A jest to odpowiedź ważna i być może rozstrzygająca dla ludzkiej duchowości. Jeśli umysł człowieka da się skopiować, będzie to jednoznaczne ze zredukowaniem go do struktury materialnej, jaką jest mózg. Jeśli tak się stanie, ludzka duchowość sprowadzona zostanie do oddziaływań elektrycznych i chemicznych zachodzących w mózgoczaszce, a pojęcie duszy może w ogóle zniknąć. Jeśli umysłu skopiować się nie da, będzie to silny argument dla zwolenników twierdzenia, że umysł człowieka to coś więcej niż wysoko uporządkowana materia.

W przypadku udanego kopiowania umysłu pojawi się również cały szereg problemów natury prawnej, których dzisiejsze sądy nie byłyby w stanie rozstrzygnąć.

Czy skopiowany umysł ma wszystkie prawa i obowiązki, które miał oryginał? Czy stanowi nową osobowość prawną? Co się dzieje ze zobowiązaniami i umowami osoby, która dokonała transferu? Czy osoba, której transferu dokonano, ale jej kopia nie została uruchomiona przez długi czas, powinna zostać uznana za martwą?

Można odnieść wrażenie, że statek Tezeusza już niedługo wypłynie na bardzo wzburzone wody.
                                                                                          Moonkey

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież